Się działo weekendowo!

w1

Się działo weekendowo!
Mamy w gronie kolejną dwójkę maratończyków. GRATULACJE!
Wczoraj silna ekipa pokazała w Szczawnicy co potrafi, dzisiaj dwójka pędziła na Orlen Warsaw Maraton, a Anię poniosło aż do Madrytu. Poniżej relacja ze Szczawnicy naszego niezawodnego Marka. Czekamy na info od pozostałej trójki: Ani, Agnieszki i Mateusza.

Uwaga! Achtung! Wnimanie!
Syćkim umiejącym cytać ludom wszego stanu i majętności nieniejszym wiadomym czynimy, iż dnia 23 miesiąca czwartego roku pańskiego 2016 w Szczawnicy odbył się zlot rycerstwa biegowego. Pojawili się najznakomitsi z najlepszych spośród księstw i państewek, którzy cokolwiek a nawet więcej potrafiący chyżo pomykać, coby pokonać nieprzystająco ciężkie szlaki oznaczone wśród Pienińskich skał i krajobrazów. Nie obyło się i bez szacownego grona rycerzy Króla Waldemara herbu niebiesko zielonego liścia dębu w osobach: sir Dyzio wraz z lady Aga, sir Dasio z..., nie tłum jego wielbicielek jest taki liczny, że brakłoby miejsca, coby je tu pomieścić, sir Marek z Lady Anią oraz sir Sławomir walczący z potworem spod sztandaru Niepokornego Mnicha. Przybieżeli też rycerze zaprzyjaźnionych królestw, których nie sposób wymienić. Po prostu kwiat biegowego rycerstwa. Każdy z obecnych miał tu swoje zadanie, które wykonał ku chwale i na wieczną cześć reprezentowanego Królestwa.
Zawody były niesamowicie wymagające, obecni dali z siebie wszystko, a nawet więcej. Każdy z rycerzy okrągłego stołu z logiem KB wypełnił powierzoną mu misję. I tak:
Lady Ania wraz z jej rycerzykiem zmierzyli się z Chyżą Durbaszką - 20 km podbiegów, zbiegów, z elementami wspinaczki. Walka była ostra, ani oni, ani Durbaszka nie dawali za wygraną. Krótkie prawie pionowe podejścia i zejścia pod koniec trasy miały w sobie elementy sadyzmu, co potwierdzali wszyscy kończący zarówno Durbaszkę, jak i Przechybę. Na trasie Ania i Marek doszli do porozumienia i kończyli hasanie wspólnie ku radości rycerza i za zgodą Lady.
Sir Dyzio oraz sir Dasio rozprawili się z Wielka Przechybą - 43 km szlaków, na których nie było momentów odpoczynków. Trafiały się jedynie chwile zwątpienia, bólu, euforii i szczęścia. Patrząc na przebieg ich trasy każdemu, który się z nią zmierzył nakazuje się okazać szacunek. Jednak wykres nie oddaje wielu niespodzianek, jakie czekały na tych śmiałków. Mimo wcześniejszych obaw, teraz już wiedzą, że nie ma górskiego maratonu, który ich zmusi do uległości. Dasio jako chyba jedyny został imiennie zaprezentowany gawiedzi, która licznie stawiła się na mecie aby podziwiać biegowych śmiałków. TenDasio to wszędzie ma kumpli...
Sir Sławomir rozprawił się z niepokorną Hydrą w brązowym habicie - 96 km jednej wielkiej masakry. Nikomu z nas nie przyszła do głowy myśl, coby niebiesko zielony Rycerz mógł jej nie podołać. Skończył walkę tak, że przez najbliższy rok Mnich będzie zbierał kamyczki aby odbudować trasę. Ktoś jest chętny na edycję limitowaną 2017?
Lady Aga ogarnęła logistycznie całość tak, żeby nikomu z walczących nic poza biegiem nie zaprzątało myśli. Wykonała mnóstwo roboty, której nie widać na tabeli wyników, a ma potężny na nią wpływ.
Podsumowując: veni, vidi, vici Amen.
Poleca się przeżycie tego, co wyżej wymienieni.
Czas na relaks... A potem kolejny rozkaz wyjazdu i show must go on...